10.11.08

Jasność nie jest dla mnie światłem
Pochodnią unurzaną w nocy rozpalam czucie zimnych dłoni
Nie zdoła zasilić kosmosu jedna wątła energia
Może gnijące ciało obfitszy przyniesie plon
I rozwodniony mózg ugasi nienasycone pragnienie
gorącą czarą światła
Ileż razy można przezwyciężać ułomności serca
I rozkładać ramiona na okręgu – nigdy więcej nie będę
Lecz tak jak teraz także nie mogę być

Łagodna Nocy odgryź mi głowę niech poczuję prawdziwy ból
Zgaś ją jak pochodnię – lampy kołyszące zimnym ogniem
Nad drogą która znów kończy się bez ostrzeżenia
Czy tym razem uda się wzbić nad nią aż po gwiazdy
w najgłębszą ciemność
Nie będzie mi mózg dyktował swych praw
I miłość nie będzie mieć władzy nade mną

X

Archiwum bloga