10.11.08

Najpiękniejszy dzień wiosny
spienione jabłonie i forsycje

A Maria znów pracy oddana
zanurza się weń po łokcie
i wędruje koleinami interlinii
Potem nad żebrami kaloryfera
nadbudowuje doniczkowe Ogrody
Kongenialnie naśladuje życie
w najdrobniejszych szczegółach
ale tak naprawdę niezupełnie nie do końca...

W oknie naprzeciwko stoi dziecko
w skrzydłach świątecznych firanek
patrzy na chłodny niedzielny dzień
i ten poranek znów
mija im razem

Więc Maria ponad słowami
wyciąga do niego dłonie
jednak nie może przebić się
na drugą stronę przez tę otulinę
z anafranilu
która oddziela ją od rzeczywistości

Patrzy jak przez framugę okna
przechyla się niedzielne dziecko...

I gdyby nie oślepiająca śmierć
ujrzałaby że unosi się na skrzydłach
prosto w konstelacje mleczne
a potem spływa na jej dłonie
łagodnie i bezpiecznie

X

Archiwum bloga