Nadchodzi jesień i płacze za mną Maltaverne
boże wyrwij mi serce niech mnie uniesie
zimny wiatr nad brzeg sinej wody
przychodzę do ciebie kochany
bo chcę przestać czekać chcę zamknąć na noc dom
i poddać się – potędze szumu i mądrości świata
do Maltaverne wchodzę przez bramę żelazną
i staję się taka sama jak tysiące lat przedtem
jakbym nie doszła do końca jakbym już nie była człowiekiem
tam widzę jak zacierają się znaczenia
to stale wraca – podaj mi rękę
przez lato ciemne
wyrwij mi serce
nie mogę więcej
cierpieć
przykro mi Maltaverne tym razem się nie zatrzymam
nie będę spałować żywicznych sosen nie będę zbierać jabłek
nie będę rwać dzikiej róży na wino grabić siana pić miodu
nie będę kochać opalonych chłopców i myśleć o nich kiedy pada śnieg
nie będę pływać na Lance jeść mirabelek całować się i płakać
już nie będę
ona
jest większa ode mnie
Maltaverne
I mocniejsza