23.11.08

Śni się jej teraz czasem duszne Maltaverne Rapun letnią porą
gdzie przez podwórko przebiegała ścieżka nad jezioro
gdy od upału pożółkły liście śliw, woda niebieściła się w stalowym niebie
a Maria zmieniając każdą chwilę w przygodę nie była jeszcze rozdwojona
dawała się ponieść nurtowi wydarzeń w gorącym słońcu
w sukience w zieloną kratkę z łatką-biedronką, bosostopa i śniada
na wysuszonym przez sierpień podwórku z rdestem i badylami rumianków
gdzie rwała życie całymi garściami

gdzie pośród tych zabaw aż do ciepłego zmroku o zapachu lip i ziemi
pośród rozkrzyczanych zbóż, ponazywanych miejsc, niefrasobliwości,
z jaką chwyta się dni jak pasikoniki w jarzębinach i motyle;
wśród dziecięcych przyjaźni i gier o wciąż ustanawianych zasadach, wśród fal
w którym zakątku Maltaverne stała zła matka, że jej wtedy nie dostrzegła
że nie wymknęła się jej z rąk

Brunatna ścieżka znaczy ślad od nadgarstków aż po każdą noc
i prędzej czy później znajdzie mnie i odetnie mi drogę
bo dla niej świat się nie zmienia i trwa jedna pora roku

Dlatego czasem śni mi się letnia kraina dzieciństwa
nad którą wisi dzisiejsza duszna ciemność
bez powrotu


x

X

Archiwum bloga