Szukam cię stale, na szarych kontynentach
gdy przemierzam śnieżnobiałe wyspy nocy
gdy zanurzam się w pękający z zimna las
szukam cię każdego dnia, w miękkim zagięciu łokcia
w winnych jabłkach, kruchych niecierpkach, a nawet w zawilcach
szukam cię poprzez najmniejszy szelest czy dotyk czy smak
jeśli nawet pewna zastałość się wkradła do mojego serca
wciąż idę za tobą
przenikam ślady, a znaki czytam i wiem
dlaczego nie było cię ze mną, kiedy rodziła mnie
gwiazda niepokoju pośród morza nocy, gdy zapętlał się
nad głową siny strach i przepływał jak zła ryba w nagą darń
Już nie będę – przecinam turzycą brzuch, lecz daremnie
śnię o tym
gdzie jesteś cicha i łagodna jak studzwonna łąka
aż zmaleję o świcie do źrenicy w oku
wypłukanym deszczem
Czy tylko miłość może nas ocalić
i uchronić od potępienia
tego co jeszcze mogłoby dotknąć nas każdego dnia
więc zamknij mi oczy szorstką dłonią i pochowaj głęboko
Szukam cię mamo na obrzeżach śmierci i w najboleśniej pękniętych snach
x