Dla Ciebie
na zawsze będę przeciągać tę pustą kołyskę wiersza
do twoich nieobecnych dłoni od mego nikłego serca
tak, będzie jak przedtem – i potem – gdy nie było ciebie
czyż jest miłość od tej okrutniejsza, która głosi samą siebie
czy jeszcze jest
jak ty w przesmyku istnienia
pierwsze słowa modlitwy
do drzew do kamienia do wody do dusz zmarłych przed nami
nieskładna inkantacja – nadzieja pierwsza
delikatny oddech ziemi słabszy od ciszy
lecz już zdolny wysnuwać góry ze swego wnętrza
jeszcze tylko sześć głuchych bram między nami, słyszysz
zapadają jedna po drugiej – każda coraz dalej
daremny szept w pustkę – tylko zobaczyć twój uśmiech
jaka siła nas oddziela od siebie tak trwale
że poza nami już nie ma nic
będę więc słać poprzez ciemność słowa do ciebie
dopóki dane nam będzie żyć