19.12.08


SZUKAŁEM CZŁOWIEKA Z BAGIEN


Blada kobieta, którą spotkałem w drodze do Toulōnd,
była wędrowną przekupką, śmiejąc się dała mi słowo,
że zna przyszłość i przeszłość zgaduje nieomylnie.
Spytałem więc o los Mourir.

(ciało trzeba wypatroszyć, zostawia się tylko serce
i oczy, a potem dokładnie nasolić)

Nigdy nie widziałem podobnych dłoni,
jakby zbielałych od przekładania torfu,
który zwozi się w dół rzeki
na ogromnych barkach aż do Saintcourt.

Pod wpływem uporczywego spojrzenia
jej palce bezwiednie zakreśliły jakieś znaki
i spoczęły na twarzy jak skrzydła kruka.
Wtem jeden z węzełków upadł, otwierając się, i na drogę
potoczyły się zgniłe jabłka, wielkie nożyce i woskowa
dłoń o perłowych paznokciach

Po zachodzie słońca chłód tak szybko rozpełza między drzewami...

Więc znów spytałem o los Mourir,
bo ze smołowni wszyscy odeszli miesiąc temu.

(potem smaruje się je olejami i woskiem
i przed zaszyciem wypełnia mirrą, piaskiem i trocinami;
tak przygotowane suszy się na słońcu
i zawija w tkaniny)

Oczy kobiety nagle pociemniały, twarz zastygła:
– Tam... na bagnach... smolnicy... tam...

Jej nagłe zniknięcie odebrało mi pewność siebie.
Nie dowiem się więc, czy Mourir spowita w materię
to ta sama Mourir Ēternel
którą znam



x

X

Archiwum bloga