I
Będzie jej szkoda złoconych świeczników,
Miękkich ołówków, drzewa magnolii pod oknem,
dalekiego portretu, requiem, wschodnich świątyń
i kaligraficznych znaków;
tego, co zastygłe i co samoistnie ukształcone,
kilku obrazów, dźwięków, westchnień;
kilku rzeczy, które zostają bezpowrotnie
na chłodnej marmurowej posadzce,
bo nie można ich zabrać w daleką nagłą podróż.
Kilka rzeczy zaledwie, których wspomnienie jest zbyt odległe,
by je ocalić od niepowtarzalności.
Kilka tych rzeczy, ale dłonie stają się ciężkie.
– Niczego nie bierzemy ze sobą, panienko!
– I bagnet przebija ślisko jedwab i koronki –
Niczego, bo żadna rzecz nie jest w nas.
Żaden diament nie wytoczył się z otwartych żył.
Narasta po schodach chrzęst butów, dosięga do oczu
wrącą purpurową lawą
i w ciszę złotego pałacu
wbija się
ostry krzyk pawia.

x